Coraz więcej osób nie dba o to co czeka nasze dzieci. Nie patrzymy na to co znaczą liczby i jakie przyniosą wkrótce nam i naszym dzieciom konsekwencję.

W ramach wojny pokoleniowej nie wahamy się ani przez chwilę, bez mrugnięcia okiem skazujemy miliony na śmierć tylko po to byśmy mogli kilka lat dłużej mieszkać w apartamencie w centrum miasta.
To nic że już dawno nie pracujemy a kolejna podwyżka czynszu, zagarnie całą naszą emeryturę tylko na ten cel. To nic że setki tysięcy młodych ludzi rozpoczynających dorosłe życie nie mogą sobie pozwolić na posiadanie dziecka. Bo kto będzie się opiekował nim gdy rodzić spędzać będzie 8 godzin w pracy i po dwie na dojazdy w każdą stronę.
Mamy to w dupie. Przecież sami już odchowaliśmy swoje dzieci i one też mają problemy, ale nie narzekają na nas. Czyli wszystko musi być ok.
Ja też mam to w dupie. I gdy już całkiem się zestarzeję u śmiechem będę patrzył jak nasze dzieci umierają od ciężaru naszej niedołężności. Tej dzisiejszej. Tej swojskiej. Tej od niechcenia i braku dalekowzroczności.
Bo przecież używam energooszczędnych żarówek, nie jem mięsa i nie jeżdżę ciężarówką. To chyba dbam o ich przyszłość.
A to że więcej wydaję na utrzymanie jakiegoś tam urzędnika, który sprawdza czy odpowiednie świetlówki wykorzystują, niż na własną emeryturę odkładam to chyba nie jest złe. Nie?
W końcu cały system db o to by wychować nowe pokolenie, nieświadome trosk i pracujące za darmo. Pokolenie, które nigdy nie będzie narzekać. Pokolenie które nie będzie rozumiało słowa niewolnictwo.
Bo jak im to wytłumaczymy, że żyliśmy na kredyt który oni spłacają, ale sami już nie mogą posmakować tego co my mieliśmy.
Piszę bo lubię pisać, ale jak mam doła czasami takie jazdy mi wychodzą jak ta wyżej


